Three

Przeszłość

Gdzieś na dnie świadomości słyszałam ciche pukanie, lecz zdecydowanie je ignorowałam. Słyszałam je z pewnością zbyt często każdego tygodnia, aby wiedzieć co ono oznaczało. Byłam spóźniona. Objęłam mocniej rękami poduszkę, wtulając w nią twarz i wydałam z siebie zduszony jęk, gdy dźwięk nie ustępował. Nawet promienie słońca nie smagały mojej twarzy, co świadczyło o tym, jak wcześnie było. A mimo to byłam spóźniona, co do tego nie miałam żadnej wątpliwości, skoro postanowili mnie wyciągnąć z łóżka.
- Veronika, wstawaj - usłyszałam spokojny głos mamy po drugiej stronie drzwi i wydałam z siebie głośny jęk.
Mama nigdy nie wchodziła do pokoju, kiedy mnie budziła. Może dawała mi tym czas na to, abym się ubrała, albo miała nadzieję, że sama dam radę się zczołgać z łóżka, gdy ta przypomni mi o swojej powinności. Kiedyś w żartach powiedziała, że daje tym czas na ucieczkę dla chłopaka, który spędza u mnie noce, co oczywiście było bzdurą. Chłopcy nie spędzali u mnie nocy. Nigdy. Nie to, że by nie chcieli. Spotykałam się z kilkoma i nawet jeśli układało nam się całkiem dobrze, to nie byłam w stanie spędzić z nimi nocy. Może to wynikało z wiadomej zasady moralnej, a może z jakiejś dziwnej podświadomej przestrogi.
Musiała usłyszeć mój jęk, ponieważ usłyszałam oddalające się od drzwi kroki i wydałam głęboki jęk, świadoma tego, co wydarzy się dalej. Mama często nie miała siły do budzenia mnie, więc zawsze po niej przychodził tata. On miał różne dziwne metody, aby ściągnąć mnie z łóżka, przez co często się śmialiśmy. Mama też nie była sztywna, zdecydowanie nie. Ale czasem wolała robić pozory opanowanej, wręcz wyniosłej, choć ja nigdy tak na nią nie patrzyłam. Uwielbiałam swoich rodziców i to, jaką szczęśliwą rodzinę tworzyliśmy.
Długo nie musiałam czekać na interwencję taty. Gdy tylko usłyszałam otwierane drzwi, wydałam z siebie głośny jęk i mocniej wtuliłam się w poduszkę, lecz oczywiście to nie wywołało litości. Zastanawiałam się jak tym razem chce postawić mnie na nogi i czułam przez to podekscytowanie oraz zdrowy strach. Krzyknęłam, gdy zaczęłam się zsuwać z łóżka, ciągnięta za kostki i w ostatniej chwili złapałam się dłońmi za ramę łóżka, nie potrafiąc przestać się śmiać i wierzgać nogami, przez co całe działo zawisło w powietrzu. Kiedy uścisk się poluźnił, puściłam dłonie chcąc mocniej się złapać. Nie zdążyłam. Następnie szarpnięcie twardo powaliło mnie na podłogę, a jedyne co mogłam z robić to krzyczeć i się śmiać. Chwilę później poczułam jak ojciec usiadł na moich udach i zaczął łaskotać z taką zapalczywością, że nie mogłam złapać tchu.
- Dobra, dobra, już się zbieram! - wykrzyczałam wijąc się pod nim niczym gąsienica.
Spojrzałam na twarz taty i pokazałam mu język, widząc promienny uśmiech, który wykrzywił jego wargi. Zawsze uważałam, że był przystojny. Miedziane włosy oraz szaro-niebieskie oczy tworzyły aurę ciepła oraz bezpieczeństwa. Pyrkowaty nosek, który normalnie mógłby wydawać się dziwaczny, u niego w zabawny sposób dopełniał całość. Gdyby zabrać chociaż jeden element jego urody, reszta przestałaby być taka idealna. Z resztą idealnie pasowali ze sobą, z mamą. Ona niska, z blond lokami, on wysoki z ostro zarysowaną szczęką. Cieszyłam się, że mam właśnie takich rodziców. Podobno odziedziczyłam po nich wszystko to, co najlepsze. Nie pomijając przy tym urody.
- Cath czeka na dole, pospiesz się – powiedział, cały czas się uśmiechając i chwilę później wyszedł z mojego pokoju.
Jęknęłam ponownie i podeszłam do szafy, wyciągając z niej ubrania. Tego dnia miał przyjść nowy nauczyciel z psychologii i naprawdę chciałam ominąć tę lekcję. Nowi nauczyciele zawsze byli tacy sami - nic nie ogarniali, rzucali formułki i zdecydowanie nie radzili sobie z utrzymaniem spokoju w klasie. Uwielbiałam psychologię z profesorem Doylem. Miał on koło pięćdziesiątki, ale mówił w taki sposób, że rozumiałam wszystko i zapadało to tak w pamięć, że nie musiałam powtarzać przed sprawdzianami. Prawdę mówiąc, chodziłam do szkoły głównie dla filozofii, uwielbiałam z nim dyskutować na różne tematy. Ale go już nie było a ja nie chciałam, aby jakiś młodzik zniszczył moje idealne wyobrażenie o psychologii.
Kilkanaście minut później wyszłam z łazienki, przesuwając dłońmi po swoich spodenkach i zbiegłam na dół, uśmiechając się szeroko. Spojrzałam na tatę z przekąsem, przez co oboje się roześmialiśmy i złapałam torbę z lunchem. Pociągnęłam za rękę Cath i wybiegłam z domu krzycząc "pa" do rodziców. Gdy tylko zanurkowałam do kabrioletu przyjaciółki, rozchyliłam papier i wyciągnęłam stamtąd dwie muffinki, podając jedną przyjaciółce. Odchyliłam głowę do tyłu, czując jak włosy się rozwiały pod wpływem prędkości, po czym westchnęłam żałośnie. Naprawdę chciałam opuścić psychologię.
Spojrzałam na profil dziewczyny, gdy podjeżdżałyśmy pod szkołę. Była naprawdę ładna. Brązowe fale spływały po jej ramionach a oczy koloru gorzkiej czekolady były zawsze pełne życia. Uwielbiałam na nią patrzeć. I od razu warto podkreślić - nie miałam zapędów homoseksualnych. Po prostu było w niej coś, co przykuwało wzrok. I pewnie to samo widzieli w niej chłopcy + jej atuty, przez co wręcz nie mogli oderwać swoich oczu od jej ciała. Tak, ona miała takie powodzenie o jakim marzyła, co najmniej połowa żeńskiej społeczności naszej szkoły.
Była rok starsza, dlatego nie chodziłyśmy do jednej klasy, przez co byłam ogromnie niezadowolona. Nie mogłam mieć w niej wsparcia, jeśli chodziło o tego nowego kolesia. Sama powiedziała, że słyszała pogłoski, że jest niezły, a w jej ustach "niezły" miało znaczyć "gorący". Chociaż dla mnie połowa z kolesi o takim statusie u niej, ledwo była "ok". Nie to, żebym była wybredna, co to to nie. Po prostu nie podobał mi się, co drugi mijany przeze mnie chłopak. I miałam jakieś standardy oraz zasady moralne, którymi większość się nie kierowała.
- Po lekcji wpadnij do mnie, powiesz jak było - powiedziała szatynka i poruszyła brwiami, przez co aż się uśmiechnęłam. - Może później skoczymy na kawę, czy coś... - dodała, na co entuzjastycznie pokiwałam głową.
- Do później, kocham - zawołałam roześmiana i wbiegłam do swojego budynku.
Czułam na sobie gorąco kilku spojrzeń, lecz mimo to szłam przed siebie z promiennym uśmiechem. Miałam na sobie jeansowe spodenki, które idealnie opinały pośladki oraz białą koszulę, która była wiązana pod biustem i rozpięta niewiele nad złączeniem stanika, przez co widać było jego czarną koronkę. Rude włosy wpływały po plecach, a loki podskakiwały przy każdym kroku, z resztą tak samo jak inne moje atuty. Nie, żebym nie wiedziała, co robię - doskonale wiedziałam jak to działało na poszczególne osoby. Dziewczyny dostawały apopleksji, a chłopcom nagle się wydawało, że spodnie kurczyły się o kilka rozmiarów. Lecz to właśnie było to, co lubiłam najbardziej w szkole. Władza.
Po wejściu na piętro, przesunęłam spojrzeniem po kilku znajomych twarzach, odpowiadając promiennym uśmiechem na ich chóralne "cześć", następnie znikając za drzwiami klasy 369. Uwielbiałam tę salę, sami odpowiedzcie sobie dlaczego. Zajęłam swoje stałe miejsce koło okna, z którego prawdę mówiąc miałam idealny widok na szkolne boisko, a idąc za tym - facetów latających bez koszulek. Oblizałam nieświadomie wargi, osuwając się na krzesło, po czym założyłam nogę na nogę, a w reakcji spodenki opięły się tak mocno, że niemalże mogłam wyczuć wzwód Luke'a, który siedział obok mnie. Tak, zdecydowanie to uwielbiałam.
Nie chodzi o to, że lubiłam ich męczyć. Lubiłam się droczyć, sprawdzać jak daleko są w stanie się posunąć i naprawdę - potrafili na wiele. Oczywiście niczego nie dostawali w zamian. Dlatego też Luke znalazł się na długiej (Cath zwykła mówić "niekończącej się") liście moich ex. I nie to, że przestałam być w nim zakochana, ponieważ nie byłam w nim zakochana nigdy. Może i go kochałam, a może po prostu bardziej lubiłam. Wiedziałam jedno - miał niesamowite usta i dłonie. Ale nawet to było za mało aby dobrać się do mnie bardziej. Nie chodziło nawet o to, że mnie nie pociągali (uwierzcie, cholernie pociągali), ale po prostu... miałam swoje zasady i nie ważne jak cholernie banalnie to brzmiało - czekałam na tego jedynego.
Usiadłam bokiem, kładąc nogi na udach Lucasa, opierając się łokciami o parapet. Uśmiechnęłam się z zadowoleniem, czując jak jego dłoń automatycznie zaczęła przesuwać się po nagiej skórze i przypomniałam sobie dlaczego z nim byłam. Nie był takim snobem jak większość napakowanych mięśniaków w szkole. On był czuły i delikatny, choć język też miał cięty i grał w drużynie futbolowej. Ale nigdy mnie nie uderzył, nie upokorzył, a nawet jak się kłóciliśmy to już po chwili mnie przepraszał i robił wszystko abym przestała płakać. Jednakże za bardzo kochał to, czego nie potrafiłam mu dać.
Chwilę później otworzyły się drzwi sali i spadłam z krzesła. Dosłownie. Chłopak z przerażeniem rzucił się w dół, aby pomóc mi wstać, a kiedy już wgramoliłam się na swoje krzesło, zobaczyłam że i facet, który dopiero co wszedł, stał przy nas i coś mówił, lecz nie potrafiłam skupić się na jego słowach. Miał tak cholernie ponętne wargi, że miałam ochotę przygryźć jego dolną partię ust i poczuć je w miejscach, o których nawet zbyt często nie myślałam. Lecz zamiast tego siłą woli próbowałam wyłapać to, o co najwidoczniej pytał, ponieważ troska błysnęła w jego karmelowych oczach.
- Nic ci nie jest? - Jego głos był tak cholernie seksowny, że mogłabym dojść ledwie go słuchając. Naprawdę musiałam przestać myśleć o tym kolesiu w ten sposób. Dopiero po chwili dotarł do mnie sens słów mężczyzny i potrząsnęłam energicznie głową, przez co dźwięczenie w uszach wzmogło się na sile.
- Nie, dziękuję - powiedziałam, obdarowując go przy tym jednym z najpiękniejszych uśmiechów, które potrafiłam przywołać na twarz. W sumie tak samo i przez to Luke warknął cicho na niego, lecz nim nie przejmowałam się tak bardzo, dopóki go nie spłoszy. A Lucas potrafił być naprawdę zaborczy, choć nie robił mi z tego powodu kłopotów.
Nieznajomy uśmiechnął się w odzewie i odwrócił w stronę tablicy, powoli do niej podchodząc. Spojrzałam na jego tyłek i mimowolnie oblizałam wargi. Prezentował się naprawdę apetycznie. Brązowe włosy były zmierzwione w artystycznym nieładzie, a niektóre kosmyki były wyblakłe od słońca, przez co wyglądały jak jego promienie. Był seksowny, zdecydowanie był seksowny. Lecz zupełnie inaczej niż ci faceci, którzy byli w mojej szkole. Nie buzował od niego nadmiar testosteronu, nie wylewał na siebie tony wody kolońskiej i nie starał kreować się na luzaka. Był dojrzały oraz wydawał się stonowany, a co za tym szło - tajemniczy. Uśmiechnęłam się do siebie, modląc w duchu aby okazał się nowym uczniem naszej klasy, lecz wtedy stało się coś znacznie gorszego.
- Witam, nazywam się Maximilian Bradly oraz będę was uczył psychologii - mówiąc to, spojrzał prosto na moją rozpaloną twarz i miałam wrażenie, że w jego oczach zauważyłam coś podobnego do żalu.
Poczułam rozchodzącą się po moim ciele falę gorąca i zażenowania. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się fantazjować na temat swojego nauczyciela. I nie chodzi o to, że takie miałam zasady. Po prostu nigdy nie patrzyłam na nich w ten sposób. Aż nagle pojawił się szanowny pan profesor i wszystko szlag trafił. Jednakże nie potrafiłam zmusić się do tego, aby zacząć żałować. I nie chodziło o to, że nie wiedziałam iż nie powinnam. Po prostu nie chciałam tego zrobić. Tych kilkanaście sekund błogiej nieświadomości były jednymi z lepszych w ostatnim czasie. I zdecydowanie mógłby być on jednym z lepszych facetów w moim życiu.
Gdyby nie był moim nauczycielem, oczywiście.
Westchnęłam cicho sfrustrowana i osunęłam się na ławkę, obserwując go spod długich rzęs. Po chwili gdy przeszedł do listy obecności i po kilku osobach wyczytał moje nazwisko, doszłam do wniosku, że mógłby mi je szeptać co noc, ponieważ moje imię brzmiało w jego ustach tak, że na sam jego dźwięk mogłabym dostać orgazmu. Naprawdę.
Przez całą lekcję siedziałam w klasie i podążałam wzrokiem za nauczycielem, oczywiście nie wychwytując żadnego ze słów, które wypowiadał. Zamiast tego niemalże nauczyłam się na pamięć tego, jak jego wargi układają się przy danych słowach oraz chociażby tego, że kiedy mówił o czymś z zaangażowaniem, gestykulował tak zamaszyście, że dobrze iż w jego pobliżu nie było niczego do stłuczenia. Jednakże, kiedy nie był czegoś pewny, wciągał wargi, zaciskając je lekko, a gdy się denerwował, przeczesywał włosy, oblizując przy tym wargi. Nie wiedziałam, czy był tego świadomy, czy może robił to podświadomie, ale przez to, obserwowanie go było niemalże rozkoszą.
I to był ten moment, kiedy coś zaczęło się we mnie zmieniać, choć sama nie byłam do końca pewna, co to takiego i z pewnością nie potrafiłam tego nazwać. Nie pamiętałam, kiedy ostatni raz patrzyłam na chłopaka po prostu... patrząc. Patrząc i nie myśląc o tym, jaki jest w łóżku, albo jak dobrze całuje. Po rozpoczęciu tej lekcji, nie myślałam totalnie o niczym. Po prostu na niego patrzyłam, a delikatny uśmiech sam pojawił się na moich wargach, wykrzywiając je pod nieznacznym kątem. Skórę miał opaloną i nie obgryzał paznokci - przynajmniej oszczędzał krew.
Co jakiś czas podchwytywałam jego spojrzenie, lecz uciekał nim tak szybko, jakby patrzenie na mnie było bolesne. Czy byłam brzydka? Zawsze wydawało mi się, że nie, a tłum chłopaków to potwierdzał zgodnie. A może tego dnia śmierdziałam? Nie, Luke by się wtedy raczej inaczej zachowywał. A może wierzył w te stereotypy o rudych? Błagałam, aby nie wierzył. W sumie nie wiedziałam, dlaczego tak mi na tym zależało. Był moim nauczycielem, tak jak wielu innych. Przynajmniej właśnie tak powinno być, czyż nie?
Wtedy zauważyłam, że jego wargi się poruszają, lecz już nie z taką swobodą jak wcześniej. Wydawało mi się, że mówił bardziej rzeczowo, o czym świadczyły też jego ręce, wepchnięte w kieszenie spodni. Uważałam za zabawne jak bardzo można poznać człowieka przez godzinę obserwacji jego zachowania. Bynajmniej poznać mowę jego ciała, a to już było coś, prawda?
- Wiem, że nie zostało wiele czasu, ale wierzę, że są tutaj osoby interesujące się psychologią. Pomogę tym, którzy się zgłoszą, jeśli o to chodzi, nie musicie się martwić...
Zmarszczyłam brwi, próbując się zorientować, o czym on mówił, lecz niekoniecznie mi to wychodziło. Tak samo jak kontrolowanie własnego ciała, ponieważ nie wiedziałam, w którym momencie uniosłam rękę do góry, zgłaszając się do... no właśnie, sama nie wiedziałam, do czego, a co najważniejsze, nie wiedziałam DLACZEGO. Miałam wrażenie, że przez jego twarz przeszedł wyraz zainteresowania, lecz szybko zastąpiła go irytacja, tak więc nie wiedziałam czy uroiłam sobie to pierwsze, czy może rzeczywiście mogłam coś takiego dostrzec.
- Dobrze, zostań po lekcji i omówimy szczegóły, panno...
- Catharsis - podsunęłam równie oschle co on.
I nagle minuty zaczęły mi się dłużyć. Przestałam zwracać uwagę na klasę, lecz zaczęłam wyglądać przez okno. Co było najbardziej przerażające - nie patrzyłam na chłopców, którzy kozłowali bez koszulek, lecz wpatrywałam się w bezchmurne niebo. Nie wiedziałam, co się ze mną działo. W ciągu minionych kilkudziesięciu minut zaczęłam zachowywać się jak... jak nie ja. A może właśnie jak ja? Zanim poszłam do liceum, byłam właśnie taka. Rozmarzona, zaczytana w książkach oraz żyjąca w swoim świecie, marząca o księciu z bajki. Lecz później nadeszło liceum, a przyjaźń z Cath zrobiła swoje. W tamtym momencie daleko było mi do tamtej niewinności sprzed lat.
Oblizałam nerwowo wargi, zbierając z nich odrobinę błyszczyka, po czym odchyliłam głowę do tyłu, licząc plamy na suficie. Zdecydowanie nie chciałam wiedzieć jak one się tam znalazły, lecz wszystko zdawało się być lepsze od patrzenie na faceta, który traktował mnie jak coś zatrutego. Nawet, jeśli był cholernie seksowny. Przymknęłam powieki, przysłuchując się przyjemnemu pomrukowi, który wydawał jego głos, gdy w tej samej chwili rozbrzmiał dzwonek świadczący o zakończeniu lekcji, na który zdecydowanie nie byłam jeszcze gotowa.
Otworzyłam oczy i spojrzałam na Luke'a, który spróbował uśmiechnąć się nie zobowiązująco, lecz wiedziałam, że wie iż coś się dzieje. Czasem miałam wrażenie, że znał mnie nawet lepiej niż Cath, co było cholernie trudne w tamtym czasie, gdy spędzałam z nią niemalże cały swój wolny czas. Ostatecznie przewiesiłam torbę przez ramię, podnosząc się z krzesła i wolnym krokiem podeszłam do biurka, za którym siedział Bradley. Z bliska wyglądał na 20, może 25 lat, co świadczyło o tym, że dopiero co skończył studia. Oraz był o kilka lat starszy ode mnie.
- Wiem, że tydzień to naprawdę mało czasu na dobre przygotowanie się do konkursu, lecz wierzę, że profesor Doyle wiele cię nauczył i to będzie tylko kwestia powtórzenia materiału - powiedział wpatrując się w monitor komputera, całkiem tak, jakby mnie tam nie było. - Jeśli poświęcisz kilka godzin dziennie, powinnaś być jedną z lepiej obkutych osób na tym konkursie i powaliłabyś wszystkich na kolana. Oczywiście, zaoferowałem swoją pomoc... - powiedział zawieszając głos, a ja poczułam nieprzyjemny ucisk w żołądku.
- Jeśli nie chcesz... znaczy się, jeśli pan nie chce, to nie musi mi pomagać. Powinnam sobie poradzić z powtórką - odparłam z cichym westchnieniem, przyjmując przy tym jego metodę i utkwiłam swoje spojrzenie na dłoniach, bawiąc się przy tym palcami.
- Nie chodzi o to, że nie chcę... - westchnął i spojrzał na mnie w taki sposób, że poczułam przyjemne dreszcze, a ucisk w podbrzuszu jeszcze mocniej się zacisnął. - Po prostu nie uważam, aby to było konieczne. Jednakże dobrze, obiecałem pomoc, więc słowa dotrzymam. Co powiesz na jutrzejszy wieczór? Nie wiem, do której masz lekcje, ale koło 18 powinienem być już wolny. Biblioteka ci odpowiada? - dodał, tym razem nie spuszczając ze mnie wzroku, a ja czułam jak moje policzki zaczynają coraz intensywniej płonąć.
- Oczywiście, profesorze - odparłam z na wpół figlarnym, na wpół uprzejmym uśmieszkiem i wyszłam z sali, zamykając za sobą drzwi.
Opierając się o zamknięte drzwi, jeszcze przez długi czas próbowałam sobie poukładać w głowie to, co właśnie się wydarzyło. A może tak naprawdę było to tylko kilka minut? Albo sekund? Totalnie straciłam wtedy poczucie czasu i chyba co najgorsze - poczucie rzeczywistości. Ostatecznie odepchnęłam się od nich, z uśmiechem tak szerokim, jakiego nie miałam od dawna i o którym Cath z pewnością powiedziałaby, że był głupkowaty. Lecz nic nie mogłam poradzić na to, że tak się właśnie czułam w tamtym momencie. Głupkowato radosna i to bez powodu.

Tak, psychologia była moim ulubionym przedmiotem.

2 komentarze:

  1. Piękny post, masz talent dziewczyno.
    Zapraszam również, na mój blog: http://marlena69.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Chcę więeeecej, ale to więcej profesorka, bo mnie zainteresował, poza tym lubię imię Max :D Także tego... spinaj tyłek i NIECH BĘDZIE GO WIĘCEJ!

    OdpowiedzUsuń