Przeszłość
Gdzieś
na dnie świadomości słyszałam ciche pukanie, lecz zdecydowanie je ignorowałam.
Słyszałam je z pewnością zbyt często każdego tygodnia, aby wiedzieć co ono
oznaczało. Byłam spóźniona. Objęłam mocniej rękami poduszkę, wtulając w nią
twarz i wydałam z siebie zduszony jęk, gdy dźwięk nie ustępował. Nawet
promienie słońca nie smagały mojej twarzy, co świadczyło o tym, jak wcześnie
było. A mimo to byłam spóźniona, co do tego nie miałam żadnej wątpliwości,
skoro postanowili mnie wyciągnąć z łóżka.
-
Veronika, wstawaj - usłyszałam spokojny głos mamy po drugiej stronie drzwi i
wydałam z siebie głośny jęk.
Mama
nigdy nie wchodziła do pokoju, kiedy mnie budziła. Może dawała mi tym czas na
to, abym się ubrała, albo miała nadzieję, że sama dam radę się zczołgać z
łóżka, gdy ta przypomni mi o swojej powinności. Kiedyś w żartach powiedziała,
że daje tym czas na ucieczkę dla chłopaka, który spędza u mnie noce, co
oczywiście było bzdurą. Chłopcy nie spędzali u mnie nocy. Nigdy. Nie to, że by
nie chcieli. Spotykałam się z kilkoma i nawet jeśli układało nam się całkiem
dobrze, to nie byłam w stanie spędzić z nimi nocy. Może to wynikało z wiadomej
zasady moralnej, a może z jakiejś dziwnej podświadomej przestrogi.
Musiała
usłyszeć mój jęk, ponieważ usłyszałam oddalające się od drzwi kroki i wydałam
głęboki jęk, świadoma tego, co wydarzy się dalej. Mama często nie miała siły do
budzenia mnie, więc zawsze po niej przychodził tata. On miał różne dziwne metody,
aby ściągnąć mnie z łóżka, przez co często się śmialiśmy. Mama też nie była
sztywna, zdecydowanie nie. Ale czasem wolała robić pozory opanowanej, wręcz
wyniosłej, choć ja nigdy tak na nią nie patrzyłam. Uwielbiałam swoich rodziców
i to, jaką szczęśliwą rodzinę tworzyliśmy.
Długo
nie musiałam czekać na interwencję taty. Gdy tylko usłyszałam otwierane drzwi,
wydałam z siebie głośny jęk i mocniej wtuliłam się w poduszkę, lecz oczywiście
to nie wywołało litości. Zastanawiałam się jak tym razem chce postawić mnie na
nogi i czułam przez to podekscytowanie oraz zdrowy strach. Krzyknęłam, gdy
zaczęłam się zsuwać z łóżka, ciągnięta za kostki i w ostatniej chwili złapałam
się dłońmi za ramę łóżka, nie potrafiąc przestać się śmiać i wierzgać nogami, przez
co całe działo zawisło w powietrzu. Kiedy uścisk się poluźnił, puściłam dłonie
chcąc mocniej się złapać. Nie zdążyłam. Następnie szarpnięcie twardo powaliło
mnie na podłogę, a jedyne co mogłam z robić to krzyczeć i się śmiać. Chwilę
później poczułam jak ojciec usiadł na moich udach i zaczął łaskotać z taką
zapalczywością, że nie mogłam złapać tchu.
-
Dobra, dobra, już się zbieram! - wykrzyczałam wijąc się pod nim niczym
gąsienica.
Spojrzałam
na twarz taty i pokazałam mu język, widząc promienny uśmiech, który wykrzywił
jego wargi. Zawsze uważałam, że był przystojny. Miedziane włosy oraz
szaro-niebieskie oczy tworzyły aurę ciepła oraz bezpieczeństwa. Pyrkowaty
nosek, który normalnie mógłby wydawać się dziwaczny, u niego w zabawny sposób
dopełniał całość. Gdyby zabrać chociaż jeden element jego urody, reszta
przestałaby być taka idealna. Z resztą idealnie pasowali ze sobą, z mamą. Ona
niska, z blond lokami, on wysoki z ostro zarysowaną szczęką. Cieszyłam się, że
mam właśnie takich rodziców. Podobno odziedziczyłam po nich wszystko to, co
najlepsze. Nie pomijając przy tym urody.
-
Cath czeka na dole, pospiesz się – powiedział, cały czas się uśmiechając i
chwilę później wyszedł z mojego pokoju.
Jęknęłam
ponownie i podeszłam do szafy, wyciągając z niej ubrania. Tego dnia miał
przyjść nowy nauczyciel z psychologii i naprawdę chciałam ominąć tę lekcję.
Nowi nauczyciele zawsze byli tacy sami - nic nie ogarniali, rzucali formułki i
zdecydowanie nie radzili sobie z utrzymaniem spokoju w klasie. Uwielbiałam
psychologię z profesorem Doylem. Miał on koło pięćdziesiątki, ale mówił w taki
sposób, że rozumiałam wszystko i zapadało to tak w pamięć, że nie musiałam
powtarzać przed sprawdzianami. Prawdę mówiąc, chodziłam do szkoły głównie dla
filozofii, uwielbiałam z nim dyskutować na różne tematy. Ale go już nie było a
ja nie chciałam, aby jakiś młodzik zniszczył moje idealne wyobrażenie o
psychologii.
Kilkanaście
minut później wyszłam z łazienki, przesuwając dłońmi po swoich spodenkach i
zbiegłam na dół, uśmiechając się szeroko. Spojrzałam na tatę z przekąsem, przez
co oboje się roześmialiśmy i złapałam torbę z lunchem. Pociągnęłam za rękę Cath
i wybiegłam z domu krzycząc "pa" do rodziców. Gdy tylko zanurkowałam
do kabrioletu przyjaciółki, rozchyliłam papier i wyciągnęłam stamtąd dwie
muffinki, podając jedną przyjaciółce. Odchyliłam głowę do tyłu, czując jak
włosy się rozwiały pod wpływem prędkości, po czym westchnęłam żałośnie.
Naprawdę chciałam opuścić psychologię.
Spojrzałam
na profil dziewczyny, gdy podjeżdżałyśmy pod szkołę. Była naprawdę ładna.
Brązowe fale spływały po jej ramionach a oczy koloru gorzkiej czekolady były
zawsze pełne życia. Uwielbiałam na nią patrzeć. I od razu warto podkreślić -
nie miałam zapędów homoseksualnych. Po prostu było w niej coś, co przykuwało wzrok.
I pewnie to samo widzieli w niej chłopcy + jej atuty, przez co wręcz nie mogli
oderwać swoich oczu od jej ciała. Tak, ona miała takie powodzenie o jakim marzyła,
co najmniej połowa żeńskiej społeczności naszej szkoły.
Była
rok starsza, dlatego nie chodziłyśmy do jednej klasy, przez co byłam ogromnie
niezadowolona. Nie mogłam mieć w niej wsparcia, jeśli chodziło o tego nowego
kolesia. Sama powiedziała, że słyszała pogłoski, że jest niezły, a w jej ustach
"niezły" miało znaczyć "gorący". Chociaż dla mnie połowa z
kolesi o takim statusie u niej, ledwo była "ok". Nie to, żebym była
wybredna, co to to nie. Po prostu nie podobał mi się, co drugi mijany przeze
mnie chłopak. I miałam jakieś standardy oraz zasady moralne, którymi większość
się nie kierowała.
-
Po lekcji wpadnij do mnie, powiesz jak było - powiedziała szatynka i poruszyła
brwiami, przez co aż się uśmiechnęłam. - Może później skoczymy na kawę, czy
coś... - dodała, na co entuzjastycznie pokiwałam głową.
-
Do później, kocham - zawołałam roześmiana i wbiegłam do swojego budynku.
Czułam
na sobie gorąco kilku spojrzeń, lecz mimo to szłam przed siebie z promiennym
uśmiechem. Miałam na sobie jeansowe spodenki, które idealnie opinały pośladki
oraz białą koszulę, która była wiązana pod biustem i rozpięta niewiele nad
złączeniem stanika, przez co widać było jego czarną koronkę. Rude włosy
wpływały po plecach, a loki podskakiwały przy każdym kroku, z resztą tak samo
jak inne moje atuty. Nie, żebym nie wiedziała, co robię - doskonale wiedziałam
jak to działało na poszczególne osoby. Dziewczyny dostawały apopleksji, a
chłopcom nagle się wydawało, że spodnie kurczyły się o kilka rozmiarów. Lecz to
właśnie było to, co lubiłam najbardziej w szkole. Władza.
Po
wejściu na piętro, przesunęłam spojrzeniem po kilku znajomych twarzach,
odpowiadając promiennym uśmiechem na ich chóralne "cześć", następnie
znikając za drzwiami klasy 369. Uwielbiałam tę salę, sami odpowiedzcie sobie
dlaczego. Zajęłam swoje stałe miejsce koło okna, z którego prawdę mówiąc miałam
idealny widok na szkolne boisko, a idąc za tym - facetów latających bez koszulek.
Oblizałam nieświadomie wargi, osuwając się na krzesło, po czym założyłam nogę
na nogę, a w reakcji spodenki opięły się tak mocno, że niemalże mogłam wyczuć
wzwód Luke'a, który siedział obok mnie. Tak, zdecydowanie to uwielbiałam.
Nie
chodzi o to, że lubiłam ich męczyć. Lubiłam się droczyć, sprawdzać jak daleko
są w stanie się posunąć i naprawdę - potrafili na wiele. Oczywiście niczego nie
dostawali w zamian. Dlatego też Luke znalazł się na długiej (Cath zwykła mówić
"niekończącej się") liście moich ex. I nie to, że przestałam być w
nim zakochana, ponieważ nie byłam w nim zakochana nigdy. Może i go kochałam, a
może po prostu bardziej lubiłam. Wiedziałam jedno - miał niesamowite usta i
dłonie. Ale nawet to było za mało aby dobrać się do mnie bardziej. Nie chodziło
nawet o to, że mnie nie pociągali (uwierzcie, cholernie pociągali), ale po
prostu... miałam swoje zasady i nie ważne jak cholernie banalnie to brzmiało -
czekałam na tego jedynego.
Usiadłam
bokiem, kładąc nogi na udach Lucasa, opierając się łokciami o parapet.
Uśmiechnęłam się z zadowoleniem, czując jak jego dłoń automatycznie zaczęła
przesuwać się po nagiej skórze i przypomniałam sobie dlaczego z nim byłam. Nie
był takim snobem jak większość napakowanych mięśniaków w szkole. On był czuły i
delikatny, choć język też miał cięty i grał w drużynie futbolowej. Ale nigdy
mnie nie uderzył, nie upokorzył, a nawet jak się kłóciliśmy to już po chwili
mnie przepraszał i robił wszystko abym przestała płakać. Jednakże za bardzo
kochał to, czego nie potrafiłam mu dać.
Chwilę
później otworzyły się drzwi sali i spadłam z krzesła. Dosłownie. Chłopak z
przerażeniem rzucił się w dół, aby pomóc mi wstać, a kiedy już wgramoliłam się
na swoje krzesło, zobaczyłam że i facet, który dopiero co wszedł, stał przy nas
i coś mówił, lecz nie potrafiłam skupić się na jego słowach. Miał tak cholernie
ponętne wargi, że miałam ochotę przygryźć jego dolną partię ust i poczuć je w
miejscach, o których nawet zbyt często nie myślałam. Lecz zamiast tego siłą
woli próbowałam wyłapać to, o co najwidoczniej pytał, ponieważ troska błysnęła
w jego karmelowych oczach.
-
Nic ci nie jest? - Jego głos był tak cholernie seksowny, że mogłabym dojść
ledwie go słuchając. Naprawdę musiałam przestać myśleć o tym kolesiu w ten
sposób. Dopiero po chwili dotarł do mnie sens słów mężczyzny i potrząsnęłam
energicznie głową, przez co dźwięczenie w uszach wzmogło się na sile.
-
Nie, dziękuję - powiedziałam, obdarowując go przy tym jednym z najpiękniejszych
uśmiechów, które potrafiłam przywołać na twarz. W sumie tak samo i przez to
Luke warknął cicho na niego, lecz nim nie przejmowałam się tak bardzo, dopóki
go nie spłoszy. A Lucas potrafił być naprawdę zaborczy, choć nie robił mi z
tego powodu kłopotów.
Nieznajomy
uśmiechnął się w odzewie i odwrócił w stronę tablicy, powoli do niej
podchodząc. Spojrzałam na jego tyłek i mimowolnie oblizałam wargi. Prezentował
się naprawdę apetycznie. Brązowe włosy były zmierzwione w artystycznym
nieładzie, a niektóre kosmyki były wyblakłe od słońca, przez co wyglądały jak
jego promienie. Był seksowny, zdecydowanie był seksowny. Lecz zupełnie inaczej
niż ci faceci, którzy byli w mojej szkole. Nie buzował od niego nadmiar
testosteronu, nie wylewał na siebie tony wody kolońskiej i nie starał kreować
się na luzaka. Był dojrzały oraz wydawał się stonowany, a co za tym szło -
tajemniczy. Uśmiechnęłam się do siebie, modląc w duchu aby okazał się nowym
uczniem naszej klasy, lecz wtedy stało się coś znacznie gorszego.
-
Witam, nazywam się Maximilian Bradly oraz będę was uczył psychologii - mówiąc
to, spojrzał prosto na moją rozpaloną twarz i miałam wrażenie, że w jego oczach
zauważyłam coś podobnego do żalu.
Poczułam
rozchodzącą się po moim ciele falę gorąca i zażenowania. Jeszcze nigdy nie
zdarzyło mi się fantazjować na temat swojego nauczyciela. I nie chodzi o to, że
takie miałam zasady. Po prostu nigdy nie patrzyłam na nich w ten sposób. Aż
nagle pojawił się szanowny pan profesor i wszystko szlag trafił. Jednakże nie
potrafiłam zmusić się do tego, aby zacząć żałować. I nie chodziło o to, że nie
wiedziałam iż nie powinnam. Po prostu nie chciałam tego zrobić. Tych
kilkanaście sekund błogiej nieświadomości były jednymi z lepszych w ostatnim
czasie. I zdecydowanie mógłby być on jednym z lepszych facetów w moim życiu.
Gdyby
nie był moim nauczycielem, oczywiście.
Westchnęłam
cicho sfrustrowana i osunęłam się na ławkę, obserwując go spod długich rzęs. Po
chwili gdy przeszedł do listy obecności i po kilku osobach wyczytał moje
nazwisko, doszłam do wniosku, że mógłby mi je szeptać co noc, ponieważ moje
imię brzmiało w jego ustach tak, że na sam jego dźwięk mogłabym dostać orgazmu.
Naprawdę.
Przez
całą lekcję siedziałam w klasie i podążałam wzrokiem za nauczycielem, oczywiście
nie wychwytując żadnego ze słów, które wypowiadał. Zamiast tego niemalże
nauczyłam się na pamięć tego, jak jego wargi układają się przy danych słowach
oraz chociażby tego, że kiedy mówił o czymś z zaangażowaniem, gestykulował tak
zamaszyście, że dobrze iż w jego pobliżu nie było niczego do stłuczenia. Jednakże,
kiedy nie był czegoś pewny, wciągał wargi, zaciskając je lekko, a gdy się
denerwował, przeczesywał włosy, oblizując przy tym wargi. Nie wiedziałam, czy
był tego świadomy, czy może robił to podświadomie, ale przez to, obserwowanie
go było niemalże rozkoszą.
I
to był ten moment, kiedy coś zaczęło się we mnie zmieniać, choć sama nie byłam
do końca pewna, co to takiego i z pewnością nie potrafiłam tego nazwać. Nie pamiętałam,
kiedy ostatni raz patrzyłam na chłopaka po prostu... patrząc. Patrząc i nie
myśląc o tym, jaki jest w łóżku, albo jak dobrze całuje. Po rozpoczęciu tej
lekcji, nie myślałam totalnie o niczym. Po prostu na niego patrzyłam, a
delikatny uśmiech sam pojawił się na moich wargach, wykrzywiając je pod
nieznacznym kątem. Skórę miał opaloną i nie obgryzał paznokci - przynajmniej
oszczędzał krew.
Co
jakiś czas podchwytywałam jego spojrzenie, lecz uciekał nim tak szybko, jakby
patrzenie na mnie było bolesne. Czy byłam brzydka? Zawsze wydawało mi się, że
nie, a tłum chłopaków to potwierdzał zgodnie. A może tego dnia śmierdziałam?
Nie, Luke by się wtedy raczej inaczej zachowywał. A może wierzył w te
stereotypy o rudych? Błagałam, aby nie wierzył. W sumie nie wiedziałam,
dlaczego tak mi na tym zależało. Był moim nauczycielem, tak jak wielu innych.
Przynajmniej właśnie tak powinno być, czyż nie?
Wtedy
zauważyłam, że jego wargi się poruszają, lecz już nie z taką swobodą jak
wcześniej. Wydawało mi się, że mówił bardziej rzeczowo, o czym świadczyły też
jego ręce, wepchnięte w kieszenie spodni. Uważałam za zabawne jak bardzo można
poznać człowieka przez godzinę obserwacji jego zachowania. Bynajmniej poznać
mowę jego ciała, a to już było coś, prawda?
-
Wiem, że nie zostało wiele czasu, ale wierzę, że są tutaj osoby interesujące
się psychologią. Pomogę tym, którzy się zgłoszą, jeśli o to chodzi, nie musicie
się martwić...
Zmarszczyłam
brwi, próbując się zorientować, o czym on mówił, lecz niekoniecznie mi to
wychodziło. Tak samo jak kontrolowanie własnego ciała, ponieważ nie wiedziałam,
w którym momencie uniosłam rękę do góry, zgłaszając się do... no właśnie, sama
nie wiedziałam, do czego, a co najważniejsze, nie wiedziałam DLACZEGO. Miałam
wrażenie, że przez jego twarz przeszedł wyraz zainteresowania, lecz szybko
zastąpiła go irytacja, tak więc nie wiedziałam czy uroiłam sobie to pierwsze,
czy może rzeczywiście mogłam coś takiego dostrzec.
-
Dobrze, zostań po lekcji i omówimy szczegóły, panno...
-
Catharsis - podsunęłam równie oschle co on.
I
nagle minuty zaczęły mi się dłużyć. Przestałam zwracać uwagę na klasę, lecz
zaczęłam wyglądać przez okno. Co było najbardziej przerażające - nie patrzyłam
na chłopców, którzy kozłowali bez koszulek, lecz wpatrywałam się w bezchmurne
niebo. Nie wiedziałam, co się ze mną działo. W ciągu minionych kilkudziesięciu
minut zaczęłam zachowywać się jak... jak nie ja. A może właśnie jak ja? Zanim
poszłam do liceum, byłam właśnie taka. Rozmarzona, zaczytana w książkach oraz
żyjąca w swoim świecie, marząca o księciu z bajki. Lecz później nadeszło
liceum, a przyjaźń z Cath zrobiła swoje. W tamtym momencie daleko było mi do
tamtej niewinności sprzed lat.
Oblizałam
nerwowo wargi, zbierając z nich odrobinę błyszczyka, po czym odchyliłam głowę
do tyłu, licząc plamy na suficie. Zdecydowanie nie chciałam wiedzieć jak one
się tam znalazły, lecz wszystko zdawało się być lepsze od patrzenie na faceta,
który traktował mnie jak coś zatrutego. Nawet, jeśli był cholernie seksowny.
Przymknęłam powieki, przysłuchując się przyjemnemu pomrukowi, który wydawał
jego głos, gdy w tej samej chwili rozbrzmiał dzwonek świadczący o zakończeniu
lekcji, na który zdecydowanie nie byłam jeszcze gotowa.
Otworzyłam
oczy i spojrzałam na Luke'a, który spróbował uśmiechnąć się nie zobowiązująco,
lecz wiedziałam, że wie iż coś się dzieje. Czasem miałam wrażenie, że znał mnie
nawet lepiej niż Cath, co było cholernie trudne w tamtym czasie, gdy spędzałam
z nią niemalże cały swój wolny czas. Ostatecznie przewiesiłam torbę przez
ramię, podnosząc się z krzesła i wolnym krokiem podeszłam do biurka, za którym
siedział Bradley. Z bliska wyglądał na 20, może 25 lat, co świadczyło o tym, że
dopiero co skończył studia. Oraz był o kilka lat starszy ode mnie.
-
Wiem, że tydzień to naprawdę mało czasu na dobre przygotowanie się do konkursu,
lecz wierzę, że profesor Doyle wiele cię nauczył i to będzie tylko kwestia
powtórzenia materiału - powiedział wpatrując się w monitor komputera, całkiem
tak, jakby mnie tam nie było. - Jeśli poświęcisz kilka godzin dziennie,
powinnaś być jedną z lepiej obkutych osób na tym konkursie i powaliłabyś
wszystkich na kolana. Oczywiście, zaoferowałem swoją pomoc... - powiedział
zawieszając głos, a ja poczułam nieprzyjemny ucisk w żołądku.
-
Jeśli nie chcesz... znaczy się, jeśli pan nie chce, to nie musi mi pomagać.
Powinnam sobie poradzić z powtórką - odparłam z cichym westchnieniem,
przyjmując przy tym jego metodę i utkwiłam swoje spojrzenie na dłoniach, bawiąc
się przy tym palcami.
-
Nie chodzi o to, że nie chcę... - westchnął i spojrzał na mnie w taki sposób,
że poczułam przyjemne dreszcze, a ucisk w podbrzuszu jeszcze mocniej się
zacisnął. - Po prostu nie uważam, aby to było konieczne. Jednakże dobrze,
obiecałem pomoc, więc słowa dotrzymam. Co powiesz na jutrzejszy wieczór? Nie wiem,
do której masz lekcje, ale koło 18 powinienem być już wolny. Biblioteka ci
odpowiada? - dodał, tym razem nie spuszczając ze mnie wzroku, a ja czułam jak
moje policzki zaczynają coraz intensywniej płonąć.
-
Oczywiście, profesorze - odparłam z na wpół figlarnym, na wpół uprzejmym uśmieszkiem
i wyszłam z sali, zamykając za sobą drzwi.
Opierając
się o zamknięte drzwi, jeszcze przez długi czas próbowałam sobie poukładać w
głowie to, co właśnie się wydarzyło. A może tak naprawdę było to tylko kilka
minut? Albo sekund? Totalnie straciłam wtedy poczucie czasu i chyba co
najgorsze - poczucie rzeczywistości. Ostatecznie odepchnęłam się od nich, z
uśmiechem tak szerokim, jakiego nie miałam od dawna i o którym Cath z pewnością
powiedziałaby, że był głupkowaty. Lecz nic nie mogłam poradzić na to, że tak
się właśnie czułam w tamtym momencie. Głupkowato radosna i to bez powodu.
Tak,
psychologia była moim ulubionym przedmiotem.
Piękny post, masz talent dziewczyno.
OdpowiedzUsuńZapraszam również, na mój blog: http://marlena69.blogspot.com/
Chcę więeeecej, ale to więcej profesorka, bo mnie zainteresował, poza tym lubię imię Max :D Także tego... spinaj tyłek i NIECH BĘDZIE GO WIĘCEJ!
OdpowiedzUsuń