Teraźniejszość
Minęło
kilka dni od kolacji w restauracji. Wciąż nie potrafiłam uwierzyć w swoje
szczęście oraz w to, że Max był tak blisko mnie. Dlatego też w podziękowaniu za
tamtą kolację, postanowiłam w końcu ugotować dla nas obiad. Na jedzeniu w
restauracjach w końcu byśmy zbankrutowali, a to było ostatnie czego
potrzebowaliśmy w wielkim mieście z dala od kogokolwiek, kto mógłby nas
poratować finansowo. Poza tym nie mieliśmy powodu aby trwonić nasze wszystkie
środki na życie.
Z
samego rana wybrałam się na zakupy, aby zrobić coś wyjątkowego. Szczerze mówiąc
od dawna nie gotowałam czegoś sama, a już z pewnością niczego wyszukanego. W
końcu przez te dwa lata żyłam niemalże w ascezie, więc nie poświęcałam sobie
zbyt wiele czasu a w szczególności nie miałam ochoty na gotowanie. Dlatego też
do zakupów dorzuciłam książkę kucharską, która miałam nadzieje że pomoże mi
nadrobić braki w tej dziedzinie.
Po
powrocie z zakupów zabrałam się za wnikliwe analizowanie zakupionego podręcznika.
Po przewertowaniu kilkunastu stron natrafiłam na interesujący przepis. Zerwałam
się z kanapy, wpadając do kuchni i niemalże natychmiast zabrałam się za
przygotowania do posiłku. W między czasie sprzątałam mieszkanie, starając się
doprowadzić je do błysku. Od dawna nie czułam takiego zdenerwowania jak w
tamtej chwili. Zupełnie jak lata wcześniej, gdy przedstawiałam go swoim
rodzicom. Na wspomnienie tamtego wydarzenia, roześmiałam się cicho. Nie miałam
pojęcia czym się stresowałam, ale wiedziałam że to nie było zależne ode mnie.
To był po prostu Max.
Z
początku obawiałam się, że nie uda mi się zrobić dań, które wybrałam. Na
zdjęciach wyglądały naprawdę apetycznie, lecz patrząc prawdzie w oczy - nigdy
wcześniej nie robiłam małży, a tym bardziej w dwóch formach! Jednakże wraz z
czasem, z ulgą widziałam, że nie było tak źle, jak myślałam. Ostatecznie wybór
risotto z małżami i pomidorkami koktajlowymi oraz pikantnej zupy z małżami i
zapiekanymi ziemniakami okazał się strzałem w dziesiątkę. Byłam pewna, że Max
nigdy wcześniej niczego takiego nie jadł, a i ja byłam ciekawa jak to wszystko
wyjdzie. Jednakże koniec końców byłam dumna i wdzięczna książce kucharskiej za
tak dobre pokierowanie mną podczas gotowania.
Spojrzałam
na zegarek i uśmiechnęłam się szeroko. Za półgodziny powinien być Max. W tym
czasie jedzenie powinno dojść do siebie i nie byłoby potrzeby odgrzewania
wszyskiego. Zmniejszyłam ogień pod zupą oraz uszczelniłam ścierką piekarnik.
Poszłam do sypialni się przebrać, aby i tak zdecydować się na niezobowiązujący
strój. Ubrałam krótkie, dopasowane spodenki oraz luźną bluzkę, która odsłaniała
jedno ramię oraz sięgała połowy brzucha. Upięłam włosy w luźny kok określany
mianem "artystycznego nieładu" i uśmiechnęłam się do siebie szeroko.
Nałożyłam na powieki czarną kredkę do oczu, tusz do rzęs oraz malinowy
błyszczyk, kilkukrotnie cmokając ustami. Znowu czułam się jak zakochana
nastolatka, co jeszcze bardziej mnie rozbawiło.
Gdy
wyszłam z sypialni, usłyszałam na korytarzu głos chłopaka i podbiegłam do drzwi,
by je otworzyć, lecz coś mnie przed tym zatrzymało. Wzięłam głęboki oddech
robiąc coś, czego robić nie powinnam i doskonale o tym wiedziałam. Przyłożyłam
ucho do drzwi i zmarszczyłam brwi, próbując wychwycić słowa, które wypowiadał,
co z pewnością było rozmową, a nie swobodnym nuceniem, o czym pomyślałam na
początku.
-
Tak, znalazłem ją - powiedział spokojnym głosem, jakby zrzucając z ramion
ogromny ciężar. - Hej, hej, hej, hej. Spokojnie. Jest cała i zdrowa.
Przynajmniej tak myślę, choć czasem wydaje sie... wystraszona - powiedział i
usłyszałam wkradającą się nutkę niepokoju.
Zmarszczyłam
brwi, próbując to wszystko przetrawić i jak grom z jasnego nieba, dotarła do
mnie prawda. Max nie był jedyną osobą, która wiedziała, że przyjechał do Nowego
Jorku. Nie był jedyną osobą, która wiedziała, że znajdowałam się w tym mieście
oraz prawdopodobnie przyjechał tutaj w porozumieniu z kimś innym. Przełknęłam
ślinę, czując ogarniającą mnie panikę. Możliwe, że wcale nie przyjechał dla
mnie, możliwe że zrobił to dlatego, że czegoś potrzebował. Może właśnie
rozmawiał z tą flądrą, planując jak zapędzić mnie w kozi róg i złamać po raz
kolejny. Podobno zemsta najlepiej smakuje na zimno, a to zrobiłby z całkowitym
wyrachowaniem.
-
Uspokój się Cath, cholera. Powiem jej, gdy będzie gotowa - syknął zirytowany, a
ja poczułam zawroty głowy, które niemalże sprowadziły mnie do parteru.
Cath.
Na
wspomnienie najlepszej przyjaciółki poczułam się tak, jakby grunt umykał mi
spod stóp. Fakt, swojego czasu poznałam tę dwójkę ze sobą, ale nigdy nie
pomyślałabym, że będą ze sobą tak blisko. Skoro działali razem, znaczyło to, że
po moim wyjeździe musieli się jeszcze przez jakiś czas spotykać. Po tym jak
stracił pamięć, a może gdy już ą odzyskał, w tamtej chwili nie miało to żadnego
znaczenia. Była przy nim, kiedy mnie nie było. Moja własna przyjaciółka.
Poczułam, że brakuje mi powietrza. Nie potrafiłam zaczerpnąć oddechu oraz
zrobiło mi się gorąco, chociaż krew odpłynęła mi z twarzy i z pewnością reszty
ciała.
Niewiele
myśląc, otworzyłam drzwi mieszkania na ościerz i spojrzałam na mężczyznę. Szok
na jego twarzy i zmieszanie były nieporównywalne do burzy emocji, która szalała
wewnątrz mnie. A wszystko to zmroził przerażający strach i poczucie zdrady.
Poczułam jak z początku zaczęły mi drżeć palce, a następnie całe ciało. W jego
cudownych oczach, które znaczyły tak wiele, widziałam malujące się poczucie
winy, lecz w tamtym momencie nic ono dla mnie nie znaczyło. Jedyne czego
chciałam to prawdy, choć sama nie mogłam dać mu tego samego. Hipokryzja, ale ne
chciałam tym sobie zaprzątać głowy w tamtym momencie.
-
Dlaczego rozmawiałeś z Cath, Max? - spytałam próbując zachować pewność siebie
oraz zapanować nad drżeniem głosu, jednakże bezskutecznie.
-
Eve...
-
Nie, Max. Dlaczego rozmawiałeś o mnie z Cath? - zagrzmiałam, choć wiedziałam,
że to nie była rozmowa, którą powinna słyszeć cała klatka schodowa. Pewnie
tylko dlatego pozwoliłam chłopakowi wprowadzić siebie do mieszkania, lecz w
środku odsunęłam się od niego, cały czas drżąc. - Dlatego tutaj przyjechałeś?
Ponieważ ona tego chciała? Co tu się do cholery dzieje?! - krzyknęłam czując
przepływającą przez moje ciało desperację.
-
Co? Nie, nie, nie. Eve, uspokój się - powiedział widocznie zaskoczony moją
reakcją, albo pytaniami, które mu zadałam. Nie wiedziałam co miało to oznaczać,
lecz z pewnością nie zapowiadało się na spokojną rozmowę.
-
Uspokój się?! Dlaczego rozmawiałeś o mnie z Cath, Max?! - krzyknęłam tupiąc
nogą, co w efekcie mogło być przeciwną oznaką do dojrzałości, którą chciałam
się odznaczać.
-
Ponieważ się o ciebie martwi, okey? Ponieważ wszyscy się cholernie o ciebie
martwią! - powiedział podnosząc ton, a ja poczułam przygniatające mnie poczucie
winy.
-
Nie mają prawa się o mnie martwić - powiedziałam ciszej, tracąc wcześniejszą pewność
swojej racji.
-
Nie mają prawda?! Kobieto, czy ty się słyszysz?! To, że ty postanowiłaś
wszystkich zranić, aby o tobie zapomnieli, nie oznacza, że oni to zrobili!
Przez dwa lata nikt nie miał od ciebie znaku życia, rozumiesz?! Nikt! Ani
rodzice, ani przyjaciele, ani ja do cholery!
-
Nie pamiętałeś mnie!
-
Ale sobie przypomniałem! - krzyknął, marszcząc brwi, a ja musiałam spuścić
głowę, czując napływające do oczu łzy. - Przypomniałem sobie. I wiesz jakie to
uczucie, gdy przypominasz sobie kogoś i nie masz pojęcia kim jest ta osoba? Gdy
przypominasz sobie to, co was łączyło i zdajesz sobie sprawę, że jej przy tobie
nie ma? - powiedział ciszej, niemalże szepcząc, lecz we mnie uderzyło to tak,
jakby krzyczał. Rozchyliłam wargi, chcąc coś powiedzieć, lecz nie potrafiłam
wydusić z siebie słowa. - Więc nie mów, że nie mieliśmy prawa się o ciebie
martwić, bo nie masz w tej sprawie nic do powiedzenia. To ty nas porzuciłaś.
-
Nie masz pojęcia o czym mówisz - szepnęłam drżącym głosem, chcąc aby to się
skończyło. Chcąc, aby ostatnich kilka minut wcale się nie wydarzyło.
-
To ty nie masz pojęcia, co zrobiłaś - powiedział łagodniej, jednakże nie
potrafiłam pominąć tej chłodnej nuty w jego głosie, która łamała mi serce.
No
dawaj, zapytaj o dziecko. ZRÓB TO!
-
Nic nie wiesz, nie masz prawa mnie osądzać. Po to tu przyjechałeś? Zadręczać
mnie? Powiedziała ci i postanowiłeś się zemścić?! - krzyknęłam nie potrafiąc
dłużej kryć łez, które jedna po drugiej spływały pomoich policzkach.
-
Widocznie wiem więcej niż myślisz - powiedział z westchnieniem. Chwilę później
zobaczyłam jak wyraz jego twarzy się zmienił. Zupełnie tak, jakby coś
zaskoczyło, jakby skojrzył fakty. Spojrzał na mnie z mieszającym się poczuciem
winy, zmartwieniem oraz gniewiem. - Ona? Leah, prawda? Co takiego zrobiła, że
postanowiłaś zostawić nas wszystkich, Evelyn? Co się stało w dzień, wypadku?
Poczułam
jak wargi zaczęły mi drżeć pod wpływem przytłaczających mnie w tamtej chwili
emocji. To, co zrobiła tamta kobieta... chciałam aby to zostało za mną. Z
pewnością nie chciałam litości Maxa przez to, co tamta zrobiła. Poza tym nie
byłam pewna tego, jakby na to zareagował. Nie sprawdziłam niczego i mu nie
zaufałam. Jak można było to wszystko wytłumaczyć w logiczny sposób? Odpowiedź
była prosta: nie można było.
Poza
tym nie wiedziałam co działo się przez te dwa lata, gdy nie było mnie w domu.
Nie wiedziałam kto zaopiekował się Maxem, choć miałam okropne przeczucie, że
zrobiła to ta okropna blond charpia i nie pomagało mi to w poczuciu się lepiej.
Musiał być jakiś powód, że przyjechał do Nowego Jorku, szukając mnie. Lecz
która znajomość (bardzo nie chciana) z Leah pozwoliła mi wierzyć, że to nie był
koniec. Wolałam więc nie mówić Maxowi o wszystkim. Zdenerwowałby się, możliwe
że bysmy się pokłócili. Zrobiłby awanturę Leah, która z pewnością zmyśliłaby z
marszu jakąś historyjkę, aby się wybielić. Nie chciałam przez to przechodzić.
Nigdy więcej nie chciałam mieć do czynienia z Leah Caspio.
-
Nic się nie stało, Max - szepnęłam cicho i wzięłam głęboki oddech, tym samym
podpisując swój własny akt męki.
* * *
-
Boże, Eve, to było rewelacyjne! - powiedział entuzjastycznie po zjedzeniu
obiadu.
Nie
mogłam powiedzieć, że nie odczuwałam nutki satysfakcji z tego powodu. Atmosfera
po kłótni rozmyła się nie pozostawiając po sobie nieprzyjemnego śladu. Najpierw
zjedliśmy zupę, która była naprawdę niesamowita, a później risotto, które
przeszło samo siebie. Nie potrafiłam uwierzyć, że sama to ugotowałam, a Max
natomiast nie mógł się mnie nachwalić. Znowu było między nami spokojnie i bez
skrępowania. Tak, jakby te dwa lata nigdy nie miały miejsca i jakbyśmy się
nigdy nie rozstali.
Tak
naprawdę to się nigdy nie rozstaliśmy. Max stracił pamięć, a ja godzinę później
pakowałam walizkę. Poczułam nieprzyjemny smak w ustach i skrzywiłam się z tego
powodu. Nie zasługiwałam na to, co się działo. Po tym wszystkim nie
zasługiwałam na drugą szansę, lecz nie potrafiłam tego skończyć, gdy patrzyłam
w te cudowne oczy chłopaka.
Niepewnie
wysunęłam dłoń w kierunku mężczyzny i po chwili wahania wsunęłam palce w
miękkie, brązowe włosy chłopaka patrząc jak jego jaśniejsze kosmyki
kontrastowały z ciemniejszymi na mojej skórze. Niemalże zapomniałam jak to było
być tak blisko niego, czuć go tak blisko siebie
Wzięłam głęboki oddech, próbując uspokoić rozszalały rytm serca. Chwilę
później poczułam delikatne palce Maxa na swoich biodrach i musiałam mocniej
zacisnąć żeby na dolnej wardze, aby nie wydać z siebie żadnego dźwięku. Od
dawna nie byłam tak blisko z mężczyzną. Cholera, od dawna nie byłam tak blisko
z Maxem i naprawdę mi tego brakowało.
Dlatego
też nie oponowałam, gdy jedna z jego dłoni zaczęła powoli przesuwać się po
moich plecach, by w końcu wsunąć się we włosy. Odchyliłam nieznacznie głowę do
tyłu, czując jak dreszcze zaczęły przesuwać się po moim ciele. Podniosłam się
na kolana, przez co niewiele górowałam nad chłopakiem, co zdecydowanie nie
przypadło mu go gustu, więc posadził mnie na swoich kolanach. Zupełnie jak
wtedy, gdy byłam w liceum. Nigdy nie lubił, gdy próbowałam go przewyższać, co
mnie z kolei zawsze bawiło. Wciągnęłam głęboko powietrze, przymykając powieki,
czując jak jego słodki oddech otulił moje usta.
A
po chwili poczułam delikatny nacisk. Pocałunek z początku był niepewny,
zupełnie jakbyśmy się bali, że zaraz druga osoba się odsunie. Jednakże z każdą
minutą nabierał on pewności i stanowczości. Język chłopaka bez problemu znalazł
drogę do moich ust, wywołując tym samym przeciągły jęk. Zacisnęłam palce na
włosach Maxa, nieznacznie poruszając się na jego biodrach. Zaczęło robić się
nieznośnie gorąco i naprawdę chciałam ściągnąć wszystkie zbędne ubrania, choć i
tak miałam na sobie ich niewiele. Nie potrafiłam zrozumieć, jak mogłam żyć bez
tego, żyć bez tego mężczyzny i jego czułości.
-
Tęskniłem za tobą - wyszeptał pomiędzy pocałunkami, próbując przy tym złapać
oddech.
Uśmiechnęłam
się przy tym, przygryzając jego dolną partie ust i pociągnęłam ją do siebie,
chichocząc przy tym niewinnie, po czym powróciłam do namiętnego go całowania.
Nie pamiętałam jak to się stało, lecz jakiś cas później leżałam pod nim,
obejmując go nogami w pasie, delikatnie ciągnąc za końc jego włosów. Chciałabym
powiedzieć, że zapomniałam jak to było czuć go przy sobie, lecz byłoby to
kłamstwo. Przez lata pamiętałam każdy jego dotyk, a gdy znowu go poczułam,
wydawał się on całkowicie naturalny. Jakby nigdy nic się nie stało, nic między
nami się nie zmieniło.
Wtuliłam
się w szatyna, przeczesując jego włosy palcami i odsunęłam się, chcąc uspokoić
ciało, które - tak jak i psychika - w ciągu tych dwóch lat zdążyło się bardziej
rozwinąć i przygotować na bliższy kontakt. Zamruczałam cicho, gdy jego opuszki
zaczęły się przesuwać w górę i dół mojego policzka, co jakiś czas zsuwając się
na szyję, by po chwili znowu powrócić do góry.
-
Też tęskniłam - szepnęłam patrząc w jego ciepłe oczy i wiedziałam, że zrobię
wszystko, aby nigdy więcej go nie stracić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz