Fourteen

Teraźniejszość

            Minęło kilka dni od kolacji w restauracji. Wciąż nie potrafiłam uwierzyć w swoje szczęście oraz w to, że Max był tak blisko mnie. Dlatego też w podziękowaniu za tamtą kolację, postanowiłam w końcu ugotować dla nas obiad. Na jedzeniu w restauracjach w końcu byśmy zbankrutowali, a to było ostatnie czego potrzebowaliśmy w wielkim mieście z dala od kogokolwiek, kto mógłby nas poratować finansowo. Poza tym nie mieliśmy powodu aby trwonić nasze wszystkie środki na życie.
            Z samego rana wybrałam się na zakupy, aby zrobić coś wyjątkowego. Szczerze mówiąc od dawna nie gotowałam czegoś sama, a już z pewnością niczego wyszukanego. W końcu przez te dwa lata żyłam niemalże w ascezie, więc nie poświęcałam sobie zbyt wiele czasu a w szczególności nie miałam ochoty na gotowanie. Dlatego też do zakupów dorzuciłam książkę kucharską, która miałam nadzieje że pomoże mi nadrobić braki w tej dziedzinie.
            Po powrocie z zakupów zabrałam się za wnikliwe analizowanie zakupionego podręcznika. Po przewertowaniu kilkunastu stron natrafiłam na interesujący przepis. Zerwałam się z kanapy, wpadając do kuchni i niemalże natychmiast zabrałam się za przygotowania do posiłku. W między czasie sprzątałam mieszkanie, starając się doprowadzić je do błysku. Od dawna nie czułam takiego zdenerwowania jak w tamtej chwili. Zupełnie jak lata wcześniej, gdy przedstawiałam go swoim rodzicom. Na wspomnienie tamtego wydarzenia, roześmiałam się cicho. Nie miałam pojęcia czym się stresowałam, ale wiedziałam że to nie było zależne ode mnie. To był po prostu Max.
            Z początku obawiałam się, że nie uda mi się zrobić dań, które wybrałam. Na zdjęciach wyglądały naprawdę apetycznie, lecz patrząc prawdzie w oczy - nigdy wcześniej nie robiłam małży, a tym bardziej w dwóch formach! Jednakże wraz z czasem, z ulgą widziałam, że nie było tak źle, jak myślałam. Ostatecznie wybór risotto z małżami i pomidorkami koktajlowymi oraz pikantnej zupy z małżami i zapiekanymi ziemniakami okazał się strzałem w dziesiątkę. Byłam pewna, że Max nigdy wcześniej niczego takiego nie jadł, a i ja byłam ciekawa jak to wszystko wyjdzie. Jednakże koniec końców byłam dumna i wdzięczna książce kucharskiej za tak dobre pokierowanie mną podczas gotowania.
            Spojrzałam na zegarek i uśmiechnęłam się szeroko. Za półgodziny powinien być Max. W tym czasie jedzenie powinno dojść do siebie i nie byłoby potrzeby odgrzewania wszyskiego. Zmniejszyłam ogień pod zupą oraz uszczelniłam ścierką piekarnik. Poszłam do sypialni się przebrać, aby i tak zdecydować się na niezobowiązujący strój. Ubrałam krótkie, dopasowane spodenki oraz luźną bluzkę, która odsłaniała jedno ramię oraz sięgała połowy brzucha. Upięłam włosy w luźny kok określany mianem "artystycznego nieładu" i uśmiechnęłam się do siebie szeroko. Nałożyłam na powieki czarną kredkę do oczu, tusz do rzęs oraz malinowy błyszczyk, kilkukrotnie cmokając ustami. Znowu czułam się jak zakochana nastolatka, co jeszcze bardziej mnie rozbawiło.
            Gdy wyszłam z sypialni, usłyszałam na korytarzu głos chłopaka i podbiegłam do drzwi, by je otworzyć, lecz coś mnie przed tym zatrzymało. Wzięłam głęboki oddech robiąc coś, czego robić nie powinnam i doskonale o tym wiedziałam. Przyłożyłam ucho do drzwi i zmarszczyłam brwi, próbując wychwycić słowa, które wypowiadał, co z pewnością było rozmową, a nie swobodnym nuceniem, o czym pomyślałam na początku.
            - Tak, znalazłem ją - powiedział spokojnym głosem, jakby zrzucając z ramion ogromny ciężar. - Hej, hej, hej, hej. Spokojnie. Jest cała i zdrowa. Przynajmniej tak myślę, choć czasem wydaje sie... wystraszona - powiedział i usłyszałam wkradającą się nutkę niepokoju.
            Zmarszczyłam brwi, próbując to wszystko przetrawić i jak grom z jasnego nieba, dotarła do mnie prawda. Max nie był jedyną osobą, która wiedziała, że przyjechał do Nowego Jorku. Nie był jedyną osobą, która wiedziała, że znajdowałam się w tym mieście oraz prawdopodobnie przyjechał tutaj w porozumieniu z kimś innym. Przełknęłam ślinę, czując ogarniającą mnie panikę. Możliwe, że wcale nie przyjechał dla mnie, możliwe że zrobił to dlatego, że czegoś potrzebował. Może właśnie rozmawiał z tą flądrą, planując jak zapędzić mnie w kozi róg i złamać po raz kolejny. Podobno zemsta najlepiej smakuje na zimno, a to zrobiłby z całkowitym wyrachowaniem.
            - Uspokój się Cath, cholera. Powiem jej, gdy będzie gotowa - syknął zirytowany, a ja poczułam zawroty głowy, które niemalże sprowadziły mnie do parteru.
            Cath.
            Na wspomnienie najlepszej przyjaciółki poczułam się tak, jakby grunt umykał mi spod stóp. Fakt, swojego czasu poznałam tę dwójkę ze sobą, ale nigdy nie pomyślałabym, że będą ze sobą tak blisko. Skoro działali razem, znaczyło to, że po moim wyjeździe musieli się jeszcze przez jakiś czas spotykać. Po tym jak stracił pamięć, a może gdy już ą odzyskał, w tamtej chwili nie miało to żadnego znaczenia. Była przy nim, kiedy mnie nie było. Moja własna przyjaciółka. Poczułam, że brakuje mi powietrza. Nie potrafiłam zaczerpnąć oddechu oraz zrobiło mi się gorąco, chociaż krew odpłynęła mi z twarzy i z pewnością reszty ciała.
            Niewiele myśląc, otworzyłam drzwi mieszkania na ościerz i spojrzałam na mężczyznę. Szok na jego twarzy i zmieszanie były nieporównywalne do burzy emocji, która szalała wewnątrz mnie. A wszystko to zmroził przerażający strach i poczucie zdrady. Poczułam jak z początku zaczęły mi drżeć palce, a następnie całe ciało. W jego cudownych oczach, które znaczyły tak wiele, widziałam malujące się poczucie winy, lecz w tamtym momencie nic ono dla mnie nie znaczyło. Jedyne czego chciałam to prawdy, choć sama nie mogłam dać mu tego samego. Hipokryzja, ale ne chciałam tym sobie zaprzątać głowy w tamtym momencie.
            - Dlaczego rozmawiałeś z Cath, Max? - spytałam próbując zachować pewność siebie oraz zapanować nad drżeniem głosu, jednakże bezskutecznie.
            - Eve...
            - Nie, Max. Dlaczego rozmawiałeś o mnie z Cath? - zagrzmiałam, choć wiedziałam, że to nie była rozmowa, którą powinna słyszeć cała klatka schodowa. Pewnie tylko dlatego pozwoliłam chłopakowi wprowadzić siebie do mieszkania, lecz w środku odsunęłam się od niego, cały czas drżąc. - Dlatego tutaj przyjechałeś? Ponieważ ona tego chciała? Co tu się do cholery dzieje?! - krzyknęłam czując przepływającą przez moje ciało desperację.
            - Co? Nie, nie, nie. Eve, uspokój się - powiedział widocznie zaskoczony moją reakcją, albo pytaniami, które mu zadałam. Nie wiedziałam co miało to oznaczać, lecz z pewnością nie zapowiadało się na spokojną rozmowę.
            - Uspokój się?! Dlaczego rozmawiałeś o mnie z Cath, Max?! - krzyknęłam tupiąc nogą, co w efekcie mogło być przeciwną oznaką do dojrzałości, którą chciałam się odznaczać.
            - Ponieważ się o ciebie martwi, okey? Ponieważ wszyscy się cholernie o ciebie martwią! - powiedział podnosząc ton, a ja poczułam przygniatające mnie poczucie winy.
            - Nie mają prawa się o mnie martwić - powiedziałam ciszej, tracąc wcześniejszą pewność swojej racji.
            - Nie mają prawda?! Kobieto, czy ty się słyszysz?! To, że ty postanowiłaś wszystkich zranić, aby o tobie zapomnieli, nie oznacza, że oni to zrobili! Przez dwa lata nikt nie miał od ciebie znaku życia, rozumiesz?! Nikt! Ani rodzice, ani przyjaciele, ani ja do cholery!
            - Nie pamiętałeś mnie!
            - Ale sobie przypomniałem! - krzyknął, marszcząc brwi, a ja musiałam spuścić głowę, czując napływające do oczu łzy. - Przypomniałem sobie. I wiesz jakie to uczucie, gdy przypominasz sobie kogoś i nie masz pojęcia kim jest ta osoba? Gdy przypominasz sobie to, co was łączyło i zdajesz sobie sprawę, że jej przy tobie nie ma? - powiedział ciszej, niemalże szepcząc, lecz we mnie uderzyło to tak, jakby krzyczał. Rozchyliłam wargi, chcąc coś powiedzieć, lecz nie potrafiłam wydusić z siebie słowa. - Więc nie mów, że nie mieliśmy prawa się o ciebie martwić, bo nie masz w tej sprawie nic do powiedzenia. To ty nas porzuciłaś.
            - Nie masz pojęcia o czym mówisz - szepnęłam drżącym głosem, chcąc aby to się skończyło. Chcąc, aby ostatnich kilka minut wcale się nie wydarzyło.
            - To ty nie masz pojęcia, co zrobiłaś - powiedział łagodniej, jednakże nie potrafiłam pominąć tej chłodnej nuty w jego głosie, która łamała mi serce.
            No dawaj, zapytaj o dziecko. ZRÓB TO!
            - Nic nie wiesz, nie masz prawa mnie osądzać. Po to tu przyjechałeś? Zadręczać mnie? Powiedziała ci i postanowiłeś się zemścić?! - krzyknęłam nie potrafiąc dłużej kryć łez, które jedna po drugiej spływały pomoich policzkach.
            - Widocznie wiem więcej niż myślisz - powiedział z westchnieniem. Chwilę później zobaczyłam jak wyraz jego twarzy się zmienił. Zupełnie tak, jakby coś zaskoczyło, jakby skojrzył fakty. Spojrzał na mnie z mieszającym się poczuciem winy, zmartwieniem oraz gniewiem. - Ona? Leah, prawda? Co takiego zrobiła, że postanowiłaś zostawić nas wszystkich, Evelyn? Co się stało w dzień, wypadku?
            Poczułam jak wargi zaczęły mi drżeć pod wpływem przytłaczających mnie w tamtej chwili emocji. To, co zrobiła tamta kobieta... chciałam aby to zostało za mną. Z pewnością nie chciałam litości Maxa przez to, co tamta zrobiła. Poza tym nie byłam pewna tego, jakby na to zareagował. Nie sprawdziłam niczego i mu nie zaufałam. Jak można było to wszystko wytłumaczyć w logiczny sposób? Odpowiedź była prosta: nie można było.
            Poza tym nie wiedziałam co działo się przez te dwa lata, gdy nie było mnie w domu. Nie wiedziałam kto zaopiekował się Maxem, choć miałam okropne przeczucie, że zrobiła to ta okropna blond charpia i nie pomagało mi to w poczuciu się lepiej. Musiał być jakiś powód, że przyjechał do Nowego Jorku, szukając mnie. Lecz która znajomość (bardzo nie chciana) z Leah pozwoliła mi wierzyć, że to nie był koniec. Wolałam więc nie mówić Maxowi o wszystkim. Zdenerwowałby się, możliwe że bysmy się pokłócili. Zrobiłby awanturę Leah, która z pewnością zmyśliłaby z marszu jakąś historyjkę, aby się wybielić. Nie chciałam przez to przechodzić. Nigdy więcej nie chciałam mieć do czynienia z Leah Caspio.
            - Nic się nie stało, Max - szepnęłam cicho i wzięłam głęboki oddech, tym samym podpisując swój własny akt męki.

* * *

            - Boże, Eve, to było rewelacyjne! - powiedział entuzjastycznie po zjedzeniu obiadu.
            Nie mogłam powiedzieć, że nie odczuwałam nutki satysfakcji z tego powodu. Atmosfera po kłótni rozmyła się nie pozostawiając po sobie nieprzyjemnego śladu. Najpierw zjedliśmy zupę, która była naprawdę niesamowita, a później risotto, które przeszło samo siebie. Nie potrafiłam uwierzyć, że sama to ugotowałam, a Max natomiast nie mógł się mnie nachwalić. Znowu było między nami spokojnie i bez skrępowania. Tak, jakby te dwa lata nigdy nie miały miejsca i jakbyśmy się nigdy nie rozstali.
            Tak naprawdę to się nigdy nie rozstaliśmy. Max stracił pamięć, a ja godzinę później pakowałam walizkę. Poczułam nieprzyjemny smak w ustach i skrzywiłam się z tego powodu. Nie zasługiwałam na to, co się działo. Po tym wszystkim nie zasługiwałam na drugą szansę, lecz nie potrafiłam tego skończyć, gdy patrzyłam w te cudowne oczy chłopaka.
            Niepewnie wysunęłam dłoń w kierunku mężczyzny i po chwili wahania wsunęłam palce w miękkie, brązowe włosy chłopaka patrząc jak jego jaśniejsze kosmyki kontrastowały z ciemniejszymi na mojej skórze. Niemalże zapomniałam jak to było być tak blisko niego, czuć go tak blisko siebie  Wzięłam głęboki oddech, próbując uspokoić rozszalały rytm serca. Chwilę później poczułam delikatne palce Maxa na swoich biodrach i musiałam mocniej zacisnąć żeby na dolnej wardze, aby nie wydać z siebie żadnego dźwięku. Od dawna nie byłam tak blisko z mężczyzną. Cholera, od dawna nie byłam tak blisko z Maxem i naprawdę mi tego brakowało.
            Dlatego też nie oponowałam, gdy jedna z jego dłoni zaczęła powoli przesuwać się po moich plecach, by w końcu wsunąć się we włosy. Odchyliłam nieznacznie głowę do tyłu, czując jak dreszcze zaczęły przesuwać się po moim ciele. Podniosłam się na kolana, przez co niewiele górowałam nad chłopakiem, co zdecydowanie nie przypadło mu go gustu, więc posadził mnie na swoich kolanach. Zupełnie jak wtedy, gdy byłam w liceum. Nigdy nie lubił, gdy próbowałam go przewyższać, co mnie z kolei zawsze bawiło. Wciągnęłam głęboko powietrze, przymykając powieki, czując jak jego słodki oddech otulił moje usta.
            A po chwili poczułam delikatny nacisk. Pocałunek z początku był niepewny, zupełnie jakbyśmy się bali, że zaraz druga osoba się odsunie. Jednakże z każdą minutą nabierał on pewności i stanowczości. Język chłopaka bez problemu znalazł drogę do moich ust, wywołując tym samym przeciągły jęk. Zacisnęłam palce na włosach Maxa, nieznacznie poruszając się na jego biodrach. Zaczęło robić się nieznośnie gorąco i naprawdę chciałam ściągnąć wszystkie zbędne ubrania, choć i tak miałam na sobie ich niewiele. Nie potrafiłam zrozumieć, jak mogłam żyć bez tego, żyć bez tego mężczyzny i jego czułości.
            - Tęskniłem za tobą - wyszeptał pomiędzy pocałunkami, próbując przy tym złapać oddech.
            Uśmiechnęłam się przy tym, przygryzając jego dolną partie ust i pociągnęłam ją do siebie, chichocząc przy tym niewinnie, po czym powróciłam do namiętnego go całowania. Nie pamiętałam jak to się stało, lecz jakiś cas później leżałam pod nim, obejmując go nogami w pasie, delikatnie ciągnąc za końc jego włosów. Chciałabym powiedzieć, że zapomniałam jak to było czuć go przy sobie, lecz byłoby to kłamstwo. Przez lata pamiętałam każdy jego dotyk, a gdy znowu go poczułam, wydawał się on całkowicie naturalny. Jakby nigdy nic się nie stało, nic między nami się nie zmieniło.
            Wtuliłam się w szatyna, przeczesując jego włosy palcami i odsunęłam się, chcąc uspokoić ciało, które - tak jak i psychika - w ciągu tych dwóch lat zdążyło się bardziej rozwinąć i przygotować na bliższy kontakt. Zamruczałam cicho, gdy jego opuszki zaczęły się przesuwać w górę i dół mojego policzka, co jakiś czas zsuwając się na szyję, by po chwili znowu powrócić do góry.

            - Też tęskniłam - szepnęłam patrząc w jego ciepłe oczy i wiedziałam, że zrobię wszystko, aby nigdy więcej go nie stracić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz