Przeszłość
Po obudzeniu się, miałam wrażenie,
jakbym była na haju. Nic co wydarzyło się poprzedniego wieczora nie wydawało
się prawdziwe i miałam wrażenie, iż mógł być to tylko sen - wymysł mojej chorej
wyobraźni. Rozejrzałam sie dookoła i stwierdziłam, że mimo wszystko byłam w
mieszkaniu nauczyciela, w co wcześniej wątpiłam. Max. Nie miałam pewności, czy
rzeczywiście kazał mi się tak do siebie zwracać, czy może to faktycznie była
tylko projekcja moich pragnień. I do tego ten pocałunek.
Jęknęłam cicho i zsunęłam się z
kanapy, przesuwając palcami po materiale koszulki. Zdecydowanie stała się moim
numerem jeden w ulubionych ciuchach, choć wiedziałam, że nie pokazałabym jej
nikomu. To było coś mojego, symbolicznego i wiedziałam, że od tamtego momentu
miała być czymś nader sentymentalnym.
- Max? - zawołałam, przeczesując
palcami włosy i stawiałam ostrożnie każdy krok.
Może śpi, przemknęło mi przez myśl,
dlatego też na palcach ruszyłam w stronę jego sypialni. Jednakże po wejściu
tam, zauważyłam, że go nie było. Westchnęłam i weszłam do kuchni, gdzie leżały
na talerzu tosty, a w kubku sok pomarańczowy. Uśmiechnęłam się delikatnie na
ten widok i poczułam się o kilka lat starsza, zupełnie jakbym żyła w innym
świecie. Jakbym nie była w mieszkaniu swojego nauczyciela, gdzie nawiasem
mówiąc być mnie nie powinno, lecz w swoim własnym mieszkaniu, gdzie
mieszkałabym z mężem. Zaśmiałam się pod nosem na tę myśl i usiadłam przy stole,
jedząc pozostawione śniadanie.
Spojrzałam na zegarek, zastanawiając
się, gdzie mógł pójść i zaklęłam pod nosem. Była prawie jedenasta. Dlaczego, do
diabła, mnie nie obudził? Jeśli zamierzał tłumaczyć się tym, że śpiąc
wyglądałam jak aniołek, to chyba naprawdę bym się wkurzyła. Na szczęście miałam
psychologię jako ostatnią i nie było sposobu, abym się z nim minęła. Oczywiście
wychodząc z założenia, że dotarłabym do szkoły, która odpychała mnie od siebie
jak magnez.
Gdy skończyłam, umyłam po sobie naczynia
i poszłam do łazienki. Spojrzałam sceptycznie na swoje odbicie i wzruszyłam
ramionami. Użyłam jego szczoteczki do zębów, co było cholernie intymne i
całkiem seksowne, w moim odczuciu. Następnie wyszłam i ubrałam się w swoje
ubrania z dnia poprzedniego, oczywiście poprawiając przy tym makijaż. Dzięki,
za kosmetyki, które zawsze miałam pod ręką - w każdej torebce.
Ubierając buty, zadzwoniłam po taksówkę
i gdy zbiegałam po schodach, już na mnie czekała. Jazda do szkoły zajęła nam
jakieś dwadzieścia minut i miałam nadzieję, że nie spóźnię się na angielski.
Uwielbiałam angielski. W sumie prawie z takich samych powodów, co psychologię -
można było podyskutować niemalże o wszystkim. Barok, najbardziej żenująca
epoka. Totalny przerost formy nad treścią - jak można się rozpisywać w
poematach o, za przeproszeniem, pierdołach? Bzdura, bzdura, bzdura.
Jednakże oczywiscie spóźniłam się
na angielski, więc gdy wpadłam do klasy, spojrzenia wszystkich, spoczęły na
mnie. Widziałam zaskoczone miny tych, którzy zauważyli, że byłam w tych samych
ubraniach co dzień wcześniej. Nigdy nie zdarzyło mi się tego zrobić.
Przykleiłam na usta sztuczny uśmiech i zajęłam miejsce obok Cath, mamrocząc pod
nosem nędzne przepraszam, skierowane w stronę profesor Breenger, a w sumie
chyba bardziej do ławki, którą trąciłam torebką. Żadnych książek - wiedziałam,
że to nie problem, liczyło się to, że byłam.
- Gdzieś ty się podziewała, dziewczyno?
- syknęła brązowowłosa dziewczyna, patrząc na mnie podejrzanie.
- Jak to gdzie? - westchnęłam,
próbując zachować spokój.
Wyrwałam sobie z jej zeszytu kartkę oraz
wyciągnęłam jeden z kilku długopisów, które miała zaczepione o okładkę i
posłałam przymilny uśmiech nauczycielce, pokazując, że jestem gotowa do pracy.
Oczywiście mi nie uwierzyła, lecz problemów też uniknęłam. Jak zawsze. Gdy ta
się odwróciła, spojrzałam na przyjaciółkę z wyrzutem.
- O co ci chodzi? - syknęłam potrząsając
głową w stylu "w czym problem?".
- Byłam po ciebie rano - odpowiedziała
równie oschle.
Cholera, zapomniałam ją uprzedzić.
Cholera, cholera, cholera. No to byłam w totalnym bagnie i nie wiedziałam
jakiej gałęzi mogłabym się złapać, aby nie utonąć z tym całym syfem. Oblizałam
nerwowo wargi i spojrzałam na swoje dłonie, po czym odchyliłam głowę do tyłu ze
sztucznym uśmiechem, który mają ci wyluzowani ludzie. Lubiłam mieć przewagę.
Lubiłam władzę. Lubiłam popularność, choć nie można było powiedzieć iż
należałam do najpopularniejszych ludzi w szkole.
- Gdzie się włóczyłaś? - mruknęła,
starając się sprowadzić mnie na ziemię.
- Co im powiedziałaś? Albo co oni
powiedzieli tobie? - spytałam przygryzając dolną wargę i choć starałam się
skupić na tym, o czym mówiła Breenger, naprawdę się starałam, nie wychodziło mi
to za grosz. Moje myśli biegały od mojego domu, do mieszkania Maxa i z
powrotem.
- A to bardzo zabawna sytuacja. Wpadłam
jak co rano z uśmiechem i pytam gdzie nasz skowroneczek, a oni co? Patrzą na
mnie jak na idiotkę i mówią, że powinnam być u ciebie. Więc się pytam, gdzie
się podziewałaś, skoro nie było cię u mnie? - spytała unosząc swoją
wydepilowaną brew i choć próbowała być nader surowa, wiedziałam, że wewnętrznie
zżerała ją ciekawość i chęć nowych ploteczek. O tak, to kochała chyba jeszcze
bardziej niż facetów.
- I co dalej? - spytałam bębniąc nerwowo
palcami o blat ławki. Nie było zbyt ciekawie.
- Och, jestem dobrą aktorką, wiesz o
tym. Powiedziałam, że oczywiście, zalegasz na moim łóżku, ale kopciuszek
zapomniał książek, więc ktoś musiał ruszyć swój zadek do twojego domu -
powiedziała wywracając teatralnie oczami w stylu "przykro mi, że we mnie
nie wierzysz".
Odetchnęłam z ulgą.
- Dziękuję.
- Ty mi lepiej nie dziękuj, tylko
opowiadaj gdzieś była - powiedziała, w końcu pozwalając leniwemu uśmieszkowi,
pojawić się na jej pełnych wargach.
Z
opresji wyratował mnie dzwonek. Zerwałam się z miejsca, wciskając do torebki
kartkę i długopis należący do Cath.
- Następnym razem - odparłam i zanim
zdążyła zareagować, zniknęłam za drzwiami klasy.
Już chwilę później wpadłam do sali 369,
przedzierając się przez tłum wychodzącej klasy, uprzejmie się uśmiechając i
prosząc o przejście. Chwilę później go zobaczyłam. Stał nad biurkiem w
zamyśleniu przewracając kartki, które leżały przed nim, choć mogłabym sobie dać
rękę uciąć, że wcale ich nie czytał. Wstrzymałam oddech, podziwiając jego
profil z dudniącym sercem, po czym zmusiłam się do opanowania i zamknęłam za
sobą drzwi klasy.
- Dlaczego mnie nie obudziłeś? -
spytałam podchodząc w stronę biurka.
Drgnął zaskoczony i gdyby był kobietą, z
pewnością podskoczył by do góry. Niemalże się roześmiałam. Oparłam się o jego
biurko, stojąc dosyć blisko mężczyzny i uniosłam do góry brew w geście
oczekiwania, choć nie potrafiłam pozbyć się z twarzy tego głupkowatego
uśmieszku, który pojawił się znikąd. Szlag, jakże trudno było przed nim zgrywać
kogokolwiek, albo utrzymywać jakiekolwiek pozory.
- Wydawałaś się zmęczona - odpowiedział
obojętnie, powodując iż uśmiech zniknął tak szybko, jak się pojawił.
- Cóż. Miałam zajęcia - powiedziałam
starając sie być równie chłodna co on, lecz nie potrafiłam zapanować nad
drżeniem głosu.
Oblizałam
wargi, wciągając je do środka, czując ten nieprzyjemny ucisk w żołądku.
Wiedziałam, że coś się zmieniło. Wiedziałam, że coś było tak cholernie nie tak
i bałam się tego. Zacisnęłam palce za plecami, drugą pięścią opierając się o
biurko. Miałam wrażenie jakby było za mało powietrza. Tak, zdecydowanie
potrzebowałam powietrza. Musiałam wyglądać okropnie, sumiennie podpowiadały mi
o tym moje piekące oczy, przez co wzięłam głęboki wdech, aby się uspokoić. Nic
się nie dzieje, powtarzałam sobie w kółko, jak jakąś mantrę.
- Eve, ja... - zaczął pocierając kark
dłonią. Wiedziałam do czego dąży. Nie chciałam tego słyszeć.
- Zapomnij - syknęłam wciskając mu w
dłoń klucze mieszkania i odwróciłam się na pięcie, czując coraz bardziej
narastające dreszcze. Musiałam wyjść. Natychmiast.
- To był błąd - powiedział niemalże
błagalnie, tak jakby chciał abym go zrozumiała. Zacisnęłam wargi, zatrzymując
się w pół kroku.
- Masz rację - szepnęłam i wzięłam
kolejny głęboki oddech, aby się uspokoić i odwróciłam się najspokojniej, jak
potrafiłam, przybierając maskę całkowitej obojętności. - To nic nie znaczyło.
Umówmy się, że to się nie wydarzyło. Ty nadal jesteś świętym nauczycielem, a ja
niewinną uczennicą. To był błąd, który nie powinien był się wydarzyć.
- Możesz myśleć, co chcesz, ale to nie
wyszłoby nikomu z nas na dobre - powiedział i tym razem to jemu zadrżał głos.
- To? Nie wiem o czym mówisz. Ubiegłą
noc spędziłam w hotelu - odpowiedziałam spokojnie, patrząc na niego z zimną
obojętnością, po czym wyszłam z klasy, zamykając za sobą drzwi.
* * *
Krok. Krok. Wyskok. Kro... Benc.
Uderzyłam otwartą dłonią o parkiet,
wydobywając z siebie sfrustrowany jęk. Wszystko co tłumiłam w sobie podczas
tych kilku minut spędzonych w gabinecie, nagle zaczęło mną władać, przejmując
kontrolę nad moim ciałem. Zacisnęłam zirytowana wargi i podniosłam się,
odrzucając do tyłu swoje włosy i znowu stanęłam na końcu sali. Włączyłam
piosenkę od początku i poczekałam do pierwszego silnego uderzenia, po czym
zaczęłam kręcić piruety. Gdy zaczęłam unosić nogę do góry, cały czas się
kręcąc, zachwiałam się i poleciałam na deski, wyrzucając z siebie stek
przekleństw.
- Nie dasz rady w tym stanie -
usłyszałam głos Luke'a i od razu zwróciłam głowę w tamtą stronę.
Przełknęłam ślinę, wiedząc jak okropnie
musiałam wyglądać. Starłam rozmazany tusz spod oczu i stałam się przybrać
najbardziej nonszalancką postawę, jaką potrafiłam. Tupiąc bosą stopą, podparłam
dłonie na bokach, posyłając mu zirytowane spojrzenie. Lecz wiedziałam, iż ten
chłopak znał mnie zbyt dobrze. Nie przejął się moją postawą, wręcz przeciwnie -
przyciągnął mnie do siebie, przekładając rude włosy na plecy. Westchnęłam
cicho, gdy przesunął palcami po moim policzku.
- Czyżby wielka Lyn, miejscowa famme
fatale, miała złamane serduszko? - spytał zadziornie, na co prychnęłam,
odpychając go od siebie.
- Musiałaby mieć jeszcze to serduszko.
- Ma i to ogromne - powiedział ponownie
przyciągając mnie do siebie.
Przewróciłam oczami i uniosłam głowę,
wspinając się na palce i spróbowałam go pocałować, lecz odwrócił głowę. Fuknęłam
i zsunęłam się na pełne stopy, cmokając niezadowolona.
- No co? - warknęłam.
- Nie wiem kto ci to zrobił, ale zależy
ci na nim. I nie chodzi o to, że cię nie chcę. Dobrze wiesz, jak cholernie
chcę,. tylko...
- Tylko co? - mruknęłam zirytowana jego
filozofowaniem. Jakby nie mógł po prostu mnie pocałować i pozwolić zapomnieć o
tamtym dupku.
- Tylko to nie jest dla mnie. On jest
totalnym idiotom, że ciebie nie docenia i odtrąca, a jednocześnie pieprzonym
szczęściarzem, że ma to... to co ja chciałem mieć zawsze, skarbie - powiedział
głaszcząc mnie po policzku, przez co westchnęłam, trochę potulniej i pozwoliłam
mu mnie przytulić, odpowiadając tym samym.
Zacisnęłam powieki, nie chcąc znowu się
rozryczeć, tym bardziej, że chłopak miał na sobie białą koszulkę polo.
Zdecydowanie byłoby widać na niej czarne ślady od tuszu. Dlatego też, jedynie
zacisnęłam palce na jego bluzce, próbując się jakoś trzymać, a on przytulił
mnie do siebie jeszcze mocniej.
- Dziękuję - szepnęłam cicho i
spojrzałam w górę, napotykając ciepły wzrok jego oczu.
Żałowałam tego, że nie potrafiłam
pokochać go tak mocno, jak on kochał mnie. Naprawdę zasługiwał na szczere
uczucie i pełnię szczęścia. Może gdybym go kochała tak mocno, potrafiłabym mu
zaufać i go zadowolić. Oboje bylibyśmy szczęśliwi. Spuściłam wzrok i wzięłam
głęboki oddech. Zamiast tego oboje mieliśmy pozostać tak cholernie
nieszczęśliwi.
Przepraszam.
Cudowne, chce więcej <3333
OdpowiedzUsuń